• Wpisów:7
  • Średnio co: 177 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 17:36
  • Licznik odwiedzin:1 134 / 1416 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zostałam w domu. Nie interesowało mnie co sobie o mnie pomyślą. Tym bardziej że James to rodzina Jasmin. Powinni zrozumieć że nie tak łatwo zdobyć moje względy. Mimo wszystko nadal nie jestem przekonana co do nowej partnerki mojego ojca.
Stojąc na balkonie słyszałąm ich głośne śmiechy przy ognisku. Widziałam wszysto czego się spodziewałam. To że Liam i Jade zaakceptowali Jasmin, że zapomnieli o deprescji mamy którą wywołała właśnie ona...oraz dobija mnie to że bawią się świetnie beze mnie.
Hałas dobiegający z dołu nie dawał mi spokoju. Zeszłam powoli ze schodów by sprawdzić co się dzieje, bo w końcu wszyscy byli kilkanaście metrów od domu zajęci swoim towarzystwem. W salonie ktoś zapalił lampę, w innych pomieszczeniach było głucho. Nagle dobiegły mnie kroki z korytarza prowadzącego do spirzarni. Przestraszyłam się gdy usłyszałąm trzask tłuczonego szkła. Pobiegłam do kuchni i zaczełam szperać w półkach. Chwyciłam za nóż kuchenny. Trzęsły mi się dłonie, opanowała mnie panika. Szłam korytarzem z bronią której nie chciałam nigdy użyć w taki sposób. Drzwi od pomieszczenia były uchylone a przez próg przebijały się promienie światła. Podeszłam bliżej i zatrzymałam się za drzwiami. Nadal było słychać poruszającą się tam osobę. Wziełam głęboki oddech i na moment zamknełam oczy. Nagle drzwi gwałtownie się otworzyły i potężnie mnie uderzyły. Poczułam ostry ból głowy i ciarki które przeszły mnie po całym ciele. Postać była wysoka i dobrze zbudowana oraz już mi znajoma. James. Szybkim ruchem uklęknął przy mnie i przyglądał przestraszony. Moje oczy nie były mi posłuszne, powieki stały się ciężkie i zamkneły w jednej sekundzie.
-Rose, nie zasypiaj. Patrz na mnie!-krzyknął James. Położył mi swoje dłonie na policzkach, usiłował je otworzyć conie było łatwe. Podniósł mnie i położył na kanapę w salonie. Kręciło mi się w głowie choć byłam przytomna. Usiadł przy mnie powtarzając bym nie zasneła.
-Co ty tam robiłeś?-wymamrotałam.
-Szukałem szaszłyków dla Liama. Przestraszyłem cię?-zapytał patrząc na mnie spod brwi. Czułam się trochę lepiej, świat przestał wirować. Dotknełam czoła i poczułam razę z której leciała krew. Zasyczałam z bólu.
-Poczekaj, pójdę po apteczkę.-w jego oczach nadal widziałam przerażenie. Po chwili przybiegł z niewielkim pudełkiem. Zaczął w niej nie zgrabnie grzebać ale, znalazł gazik który namoczył w wodzie utlenionej.
-Teraz może trochę zaszczypać.-odparł. Delikatnie położył mi wacik na krwawiącą ranę. Poderwałam się lekko czyjąc ból i zacisnełam powieki. Muskał moje czoło nawilżonym gazikiem powoli i delikatnie. Przyjglądałam się mu uważnie. Zaintrygowały mnie jego błękitne oczy. Było w nich dużo czułości i kojącego ciepła. Piękne.
-Naprawdę przepraszam . Nie widziałem cię, nie słyszałem. Wybacz mi.-szeptał z lekkim uśmiechem.
-Nie martw się, nie wyśle ci pozwu do sądu.-posłałam mu suchy uśmiech.
-Nie żartuj nawet. Ale bardzo cię przepraszam.-
-Już dobrze, nic się nie stał.-Uśmiechnął się krzywo. Chociaż podobało mi się jak mnie błaga, postanowiłam skrócić jego męki. Na ranę przylepił mi plaster.
-Na szczęście to tylko małe ranka.-dodał.
-I dobrze. Boli mnie głowa. Pójdę lepiej spać.-gdy chciałam się ponieść, zabrakło mi tchu.
-Poczekaj, nie ruszaj się. Zaniosę cię.-Przytaknełam. Chwycił mnie w pasie i niósł ostrożnie po schodach. Pomogłam mu otworzyć drzwi do mojego pokoju. Delikatnie położył mnie na łóżko. Odszedł kilka kroków ode mnie.
-Potrzebujesz czegoś jeszcze?-Zapytał z troską.
-Gdybym chciała cię wykorzystać to zrobiłabym to nie raz. Nie, nie potrzebuję. Ale dzięki.-Zaśmiałam się. Pokręcił głową.
-Za co masz mi dziękować? Nie wygłupiaj się.
-Ok. Już nic nie mówię.-wzruszyłam ramionami.
-A może napijesz się herbaty?-ciągnął dalej.
-Dobrano.-uśmiechnełam się ironicznie i odwróciłam w stronę ściany. Słyszałam jego cichy chichot.
-Dobranoc.-szepnął po czym zamknął za sobą drzwi. Nakryłam się pożądnie pierzyną po czym szybko zasnełam.
 

 
Obudziły mnie promienie słońca. Przetarłam powieki po czy zwinnie zerwałam się z łóżka przeczesując kosmyki ciemnych włosów. Ten dzień zaczełam inaczej, nowa perspektywa patrzenia na związek taty. Spróbować zawsze można. Włożyłam dżinsowe poszarpane spodenki i białą luźną koszulkę z nadrukiem. Sprawnie przeszłam przez poranną toaletę i po chwili byłam już na dole. W domu nikogo nie było, co mnie nie zdziwiło. Była przepiękna pogoda, mieli ogromne pole do szaleństw. Przygotowałam sobie dwie kanapki i zjadłam je w salonie na kanapie. Spojrzałam na zegar nad kominkiem, 10:20. Po śniadaniu wyszłam przed dom. Zauważyłam grupkę ludzi stojących na altance. Jasmin i tata bawili się wodą jak dzieci, a moje rodzeństwo im towarzyszyło. Nie miałam ochoty się z nimi ganiać. Ruszyłam ścieżką tą samą co wczoraj. Śpiewy ptaków przyćmiły hałasy z nad jeziora. Doszłam do innego brzegu jeziora które było bardziej dzikie i nie odkryte przez moich lokatorów. Pień stał się moim dostojnym podnóżkiem na nogi. Usiadłam pod drzewem opierając nogi o kawałek drewna. Przymknełam powieki i rozkoszowałam się kojącym szumem fal. Jednak jakieś szmery zza drzew zaczynały mnie niepokoić.
-Liam, to ty? Znowu za mną poszedłeś?- powiedziałam nie otwierając oczu. Ktoś podchodził coraz bliżej. Irytował mnie brak odpowiedzi z jego strony. Kroki ucichły.
-Nie jestem Liam. Z otwartymi oczami byłoby ci łatwiej to stwierdzić.-odparł nieznany mi głos. Męski choć nie ostry. Emocje szargały mną na prawo i lewo. Odwróciłam się gwałtownie. Moim oczom ukazała się wysoka, umięśniona postać. Smukłe, opalone ciało rzucało na mnie cień. Wstałam rozkojarzona i przyjrzałam mu się bliżej. Ciemne blond włosy, lekko poczochrane, idealne rysy twarzy, błękitne oczy błyszczące oczy. Pierwsz raz go widzę.
-Po co ty przyszedłeś? Kim w ogóle jesteś?-przemówiłam delikatnym tonem. Uśmiechnął się. Biel jego zębów była powalająca. Stałam z powagą, starając się ignorować jego śmiech.
-Co w tym zabawnego?-dodałam.
-Nic takiego. Lubie tu przychodzić.
-To teren mojego ojca, kupił niedawno tą działkę.
-Chcesz mnie przegonić?-nie zmieniał wyrazu twarzy.
-Mówię tylko że... Nie ważne. Pójdę już.-spuściłam na chwile wzrok zaraz potem ruszyłam znaną mi dróżką. Gdy byłam jakieś dwa trzy metry od niego, on się odwrócił.
-James. Coś tak czuje że się jeszcze spotkamy.-odpowiedział przewracając oczami.
-Nie byłabym tego taka pewna.-rzuciłam beztrosko.
Idąc dalej usłyszałam jego cichy rechot. Nie odwróciłam się już. Przyznam że był niebiańsko przystojny, ale to nic nie zmienia. Prawdo podobnie jutro zapomnę o jego istnieniu.
Wróciłam do okolic domu. Moi towarzysze nadal bawili się na plaży. Chciałam tylko wkraść się ponownie do domu nie zwracając na siebie uwagi. Lecz się nie udało.
-Rose! Choć do nas!-wołał tata.
-Nie mam ochoty!-wrzasnełam kiwając głową.
-Proszę! Chcę ci kogoś przedstawić!- Przedstawić? Komu? Pomyślałam domyślając się o kogo chodzi. Rodzina Jasmin miała przyjechać ale podeszłam do nich, dla taty. Przede mną ustały dwie nie znane mi postacie. Jedna starsza, o długich, czarnych włosach. Szczupła sylwetka i brązowe wesołe oczy. Obok niej staneła mniejsza postać. Brązowe włosy sięgające jej do łokcia,wyraziste oczy. Mogła mić około 12 lat.
-Cześć, nazywam się Keith. A ty pewnie Rose, prawda?-spytała starsza dziewczyna rozpromieniona uśmieche.
-Tak, Rose. Miło mi.-odpowiedziałam cicho.
-Czuję że się swietnie dogadamy. A to Lily, córka Jasmin.-spojrzała na jej radosną twarz.
-Hej.-wypowiedziałam tylko przegarniając włosy.
-Witaj.-odparła Lili. Posłałam im lekki uśmiech.
-Mój brat poszedł do jakiegoś sklepu po zakupy, później go poznasz.-rzuciła Keith. Pokiwałam głową. Tata i reszta podeszli do na bliżej mówiąc.
-Kto się dzisiaj jeszcze nie kompał? Wszyscy wskakujemy do wody.- pokręciła przecząco głową śmiejąc się. Tata patrzył się właśnie na mnie. Gdy inni wskoczyli do jeziora, tata podszedł do mnie bliżej.
-Chodź do wody. Jest bardzo ciepła.-próbował mnie przekonać. Pokręciłam głową ponownie. W sekunndę chwycił mnie za uda i położył na ramieniu. Krzyczałam ale nie ze złości. Bałam się wskoczyć z tatą.
-Uwaga! Lecimy!- krzyknął i zaczął biec po drewnianej altance. Jeden moment, w którym skoczyliśmy do woody zdawał się tak przedłużać. Po chwili oboje znaleźlismy się w błękitnej cieczy. Zanurkowałam na same dno. Było głęboko ale na szczęście pływanie miałam w jednym paluszku. Wynużyłam się kilka sekund później. Stwierdziłam że to naprawdę fajna zabawa. Wyszłam z wody ale skakałam nadal w towarzystwie Keith i Lili. Moje rodzeństwo postanowiło pływać na pontonie. Ten dzień był lepszy niż się spodziewałam.
Był wieczór. Bardzo szybko minoł choć jeszcze tyle przed nami. Pomagałam Keith i Jade układać drewno na ognisko które było naszym planem. Nie poznałam jeszcze brata Keith. Nadal nie wrócił, podobo włóczy się po miejscowości dwa kilometry dalej. Gdy już rozpaliłyśmy ogień wszyscy ruszyli do domu przygotować przekąski. Siedziałam sama przy ognisku czekając na posiłek. Za sobą usłyszałam jakieś kroki. Sądziłam że to któraś z dziewczyn. Gdy poczułam ciepły oddech na plecach przeraziłam się.
-Mówiłem że się jeszcze spotkamy.- cichy męski szept. Już znajomy głos. Odwróciłam się gwałtownie. To James...
  • awatar piacevole: Jeśli masz czas to wpadnij na mojego bloga :) Jeśli masz jakiś problem to pisz śmiało być może zdołam ci pomóc ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Szłam wolno przez leśną ścieżkę.Chciałam wyluzować, ale nie potrafiłam się ogarnąć. Przeszywało mnie dziwne uczucie. Czułam się obco. Szkoda że nie ma Cleo, jest moją przyjaciółką od wielu lat. Mam do niej zaufanie, przy niej mogę głośno myśleć. No cóż...
Nagle zza drzew wyłoniła się jakaś postać. Liam.
-Ej, gdzie się podziewałaś tyle czasu?
-Spacer. A ty czego tu szukasz?- prychnełam lekko zła.
Spojrzał na mnie krzywo.
- Nie denerwuj się, nie chciałem cie wkurzyć, wybacz.- rzucilł beztrosko. Odetchnełam delikatnie by się ogarnąć.
-Przepraszam, nie potrzebnie się złoszczę.-wzruszyłam ramioami. Przytaknął głowął.
-Jesteś zła z powodu Jasmin? Wiem, że tak. Ja też nie lubię tej sytuacji ale staram się cieszyć wakacjami.
Wędrowaliśmy w stronę domku który był pół kilometra dalej.
-Spróbuję na nią nie patrzeć w ten sposób. Postaram się-odparłam rzucając mu niewinny uśmiech.
-Moja mała siostrzyczka.- zaśmiał się i poczochrał mi włosy.
-I mój wielki brat bez dziewczyny.-odwzajemniłam zacierz.
Pokręcił przecząco głową.
-Ty też nie masz chłopaka.
-Ale ja się za nikim nie rozglądam, a ty tak.
-Dobra, skończmy temat. Chodź do domku,Jasmin szykuje kolacje. Musimy iść.- westchnął.
-Super.- tak zwany sarkazm.
Wnętrze było eleganckie i nowoczesne. Ściany wybite dremnianymi belkami, kuchnia wyłorzona czerwoną cegłą, szklany stoł w jadalni i fikuśne krzesła. W salonie telewizor plazmowy, kino domowe, sofa ze skury, kominek również z cegły. Rozglądałam się z ogromnym zapałem.
-Rose, twoje rzeczy są w pokoju na piętrze. Masz swoją sypialnie.-zaśmiał się szyderczo Liam.
-Dzięki za bezcenną informację.- prychnełam i ruszyłam na górę. Zatrzymałam się przy łazience. Błękitne płytki, duża wanna, biała komoda a nad nią szerokie lustro. Ciekawe wnętrze. Mój pokój był średniej wielkości. Dwu osobowe łóżko z łososiową pościelą, bogato zdobiona szafa, nie wielki stolik do kawy z dwoma białymi krzesłami a włochaty dywan. Obok łóżka były dżwi na balkon. Widok na ogromne jezioro i wysokie drzewa. "Bosko" pomyślałam. Chwilę potem rozpakowałam ubrania i układałam zwinnie do szafy.
-Rose, pośpiesz się! Kolacja stygnie!- wrzykneła Jade.
Westchnełam i ruszyłam w stronę jadalni.
Usiadłam zgrabnie przy stole obok Jade. Naprzeciwko siedział Liam a pan domu na środku. Jasmin była jeszcze w kuchni, czuć było pieczone mięso. Zastanawiał mnie fakt na cholerę im taki wielki stół? Ośmio osobowy a nas było pięcioro. Nie mają na co kasy wydawać? Podeszła Jamin roznosząc zastawę i sztućce. Nareszczie mogłam się jej lepiej przyglądać. Rzeczywiście była atrakcyjna, to jedyny pozytywny fakt jak na razie.
Jedliśmy w ciszy, słychać było tylko skrzypienie sztudźców na porcelanie. Nagle tata przerwał nie zręczną ciszę.
-Przepysznny łosoś ,kochanie.
Kochanie? Mógłby się przy nas kontrolować.
-Dziękuję ci. A wam smakuje?-spytała cienkim głosem.
-Pyszne, proszę pani.- stwierdziła Jade.
-Proszę nie mów mi pani, śmiało nazywaj mnie Jasmin.- uśmiechneła się a Jade to odwzajemniła. Uległa jej.
-Dobrze, Jasmin.
-Wy też mówcie mi po imieniu.-zwróciła się do mnie i Liama. Miałam nadzieję że będzie bardziej wytrwały.
-Oczywiście.- odpowiedział brat.
-Dziś w nocy mój były mąż przywiezie moją córkę Lily i dzieci mojej siostry. Chciałam żeby również spędziły miło czas, prawda skarbie?- przemówiła. Już nic nie mogło mnie zaskoczyć. Czyli tata wychowuje jej dzieciaka?
-Oczywiście, pomyśleliśmy że będzie miło. Nie macie nic przeciwko?-spytał tata ale nic nie mogłam odczytać z wyrazu jego twarzy. Zachowaliśmy poważne miny.
-Macie prawo zapraszać kogo chcecie. To zrozumiałe.-stwierdziła Jade-a z resztą fajnie będzie mieć jeszcze trochę towarzystwa-na jej twarzy pojawił się uśmiech. Ja zaś zachowałam tę sprawę bez zbędnego komentarza.
-Świetnie. Cieszę się.-odparła Jasmin z promieniącym wzrokiem. Nie miałam ochoty z nimi siedzieć tym bardziej że łosoś był za suchy. Wstałam i wsunnełam krzesło.
-Dziękuję.- powiedziałam lekceważąco.
-Już zjadłaś? Jeszcze zostało ci trochę na talerzu.-jęknął tata. Nie odwróciłam się.
-Jestem już najedzona.
Stałam na balkonie w boaski lampek umieszczonych w drewnie. Nie ciekawie zaczełam wakację choć wierzyłam w dobre intencje taty. Nagle dobiegł mnie dźwięk otwieranych drzwi. Ktoś szedł w moją stronę. Podeszła do mnie Jade. Stałyśmy ramie w ramie, a w naszy przypadku rzadko się to zdarzało. Wyglądała na zdenerwowaną.
-Czemu taka jesteś? Wszyscy widzą że za nią nie przepadasz.
Wiatr z północy przeczesał mi włosy.
-Staram się to ukryć ale chyba mi to nie wychodzi.
- Tata ma prawo być szczęśliwy.-spojrzała na. Mnie zimnym wzroiem.-Każdy ma prawo do swojego szczęścia.
-Z mamą też mógł być szczęśliwy jak przez te wszystkie lata.
-Najwyraźniej już nie był. Zdarza się. A ty musisz się z tym pogodzić.-pogroziła mi palcem.
-Przestań. Nie pasują do siebie.
-Skąd możesz wiedzieć? Nigdy nie byłaś zakochana. Nie miałaś chłopaka. Nigdy...-przerwałam jej.
-Pogadamy kiedy indziej. Jestem zmęczona. Idź.- westchnełam. Wyszła jak ją prosiłam. Zostałam sama więc ubrałam koszulkę z napisem "kiss mi" po czym rzuciłam się na łóżko. Zasnełam z myślą że miała rację. Nie wiem co to znaczy zakochać, nie poznałam tego uczucia.
 

 
Siedząc na parapecie mojego okna, myślałam o wyjeździe. Pierwsza wyprawa z tatą. Po ty jak nas zostawił nie odzywał się szmat czasu. Nie strzelam na niego głupich fochów za to że nie miał odwagi by nas odwiedzić. Chociaż jestem rozczarowana jego postępowaniem.
Z dołu usłyszałam krzyk mamy:
-Rose, choć już! Tata czeka!- tylko jedna osoba ma tak twardy głos, mój brat Liam.
-Idę, idę!- wrzasnełam i schodząc chwyciłam torbę.
Na dole ponował gwar. Każdy czegoś szukał. Widać tylko ja stałam nie wzruszona. Szybkim ruchem włożyłam trampki i szarą bluzę.
-Jak ty wyglądasz?- mrukneła moja starsza siostra Jade. Spojrzałam na siebie w lustrze za mną. Bluza, jasne rurki, trampki. Normalka. Zwróciłam się do niej.
-O co ci chodzi?
-Wyglądasz tak...zwyczajnie. Nie masz czegoś lepszego?- przewróciłam oczami.
-Jade, jedziemy na biwak, do lasu. Sukienki nie założe.
-Jak chcesz.- machneła ręką i weszła do kuchni by pożegnać się z mamą. Ruszyłam za nią. Mama uściskała ją z całych sił po czy przyszła kolej na mnie.
-Uważaj na siebie kochanie i nie bądź wredna dla taty.-szepneła mi do ucha.
-Nie będę ale przyznam że nie uśmiecha mi się spędzać wakacje z jego nową dziewczyną.-warknełam.
-Nie przejmuj się, są wakację więc baw się zamiast narzekać.
-Dobrze.
Wyszliśmy na zewnątrz gdzie czekał tata opierając się o swój nowoczesny bus. Widać było że był w niezłej formie.
-Hej, dzieci. Witaj Vanesso.- uśmiechnął się. Chwila..dzieci? Liam maił dwadzieścia trz lata, Jade dwadzieścia a ja szesnaście więc to nie było na miejscu.
-Witaj, Gerard. uśmiechneła się sztucznie i dodała-jest z tobą Jasmin?
-Nie, są już na miejscu.
-Rozumiem. Więc życzę miłej podróży. Dzwońcie gdy coś się działo.
-Dobrze.-klasnął w dłonie- Ruszamy.
Wrzuciliśmy torby do ogromnego bagarznika. Zajeliśmy swoje miejsca w aucie i czekaliśmy aż tata się ustabilizuje na swoim miejscu.
Ruszliśmy. Odgarnełam lekko długie ciemne włosy myśląc o uwagach Jade. To prawda, zdaje sobie sprawę z tego że nie ubieram się kobieco. Ale inaczej nie lubię. Po chwili Liam przerwał niezręczną ciszę.
-Jakie to miejsce? Daleko?
-Jedziemy nad jeźoro za miasto. Kupiliśmy tam domek letniskowy z Jasmin. Piękne miejsce. Budzisz się rano, wyglądasz przez okno i widzisz błękitne fale oraz kojącą zieleń. Cudowne uczucie.-opowiadał tata sprawiając że Liam uśmiechnął się szeroko.
-Niesamowicie to brzmi.
Jade wsadziła głowę pomiędzy ich fotele szturchając mnie łokciem.
-Już nie mogę się doczekać.- wyszczerzyła zęby.
-A ty Rose? Cieszysz się z wspólnych wakacji?-spytał dumnie.
Zawachałam się nad odpowiedzią gdyż miałam ochotę mu wygarnąć ale wziełam pod uwagę słowa mamy.
-Pewnie. Jest super.-dorzuciłam do tego plastikowy zacierz.
-Bardzo się cieszę że mam swoje dzieci przy sobie. Miałem wątpliwości bo moje rozstanie z mamą...-przerwałam gwałtownie.
-Tato, nie zaczynajmy tego tematu. Skupmy się na wakacjach.-Zamykając oczy, ciężko westchnełam.
Pół godziny później byliśmy już na miejscu. Wyszliśmy z samochodu a naszym oczom ukazał się wielki drewniany domek, rozległe jeźoro, zielny las. Nie ziemski widok. Zaparło mi dech w piersiach. Z resztą nie tylko mi, moje rodzeństwo było równie zachwycone. Bagarze zostawiliśmy na tarasie przed domkiem.
-Macie ochotę się rozejrzeć?- zapytał roześmiany tata.
-Oczywiście!- wrzasnął Liam. Jak dzieci. Ja jedyna starałam się zachować zimną krew i nie buszować po działce choć miałam wielką ochotę. Obeszłam cały teren. Coś pięknego. Zachwyt nie trwał jednak długo, zobaczyłam ją. Włosy jak węgiel, szczupła sylwetka, ciemna karnacja. Uświadomiłam sobie że przed moimi oczami siedzi kobieta która zniszczyła małżeństwo mojej mamy, Jasmin...
 

 
Cześć wszystkim. :-) Nazywam się Ada Botczyk. Mam 15 lat. Założyłam bloga poniewż lubie pisać różne opowiadania, historie itp. Piszę już nie pierwszy raz, mam też inne blogi. Mam tylko nadzieję że się uda.
  • awatar Demonologia: wobec tego czekamy na pierwsze opowiadania :) powodzenia <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›